Wczoraj kumpel dał mi swoją furę na przechowanie, bo szedł na jubel pożegnalną jakiegoś swojego kolegi i bał się zostawiać swojego punciaka na alei w centrum, że coś złego mu może się stać.
W sumie nie ma się co dziwić. Ja swoje już przeżyłem - rozcięty zadaszenie od kabrioletu, skradzione radyjko, rozwalony zamek centralny…
Wykorzystując okazję pojeździłem sobie trochę. Wspaniały samochód. Od razu się zaprzyjaźniliśmy. W środku jest niesam (read more) . . .