Studiuję już pięć lat w Poznaniu, i chyba żadne inne miejsce tutaj, nie dostarcza tyle emocji co dworzec poznań główny. W kolejkach do kasy oczywiście można dostać białej gorączki, można opowiedzieć komuś historię swojego życia. A i tak na końcu pani zamknie kasę przed nosem i powie, że idzie na przerwę. Z jednej strony się nie dziwię, w końcu ma do tego prawo, ale stopień irytacji wtedy sięga zenitu. poznań główny dostarcza również atrakcji w postaci śpiewającego pana, którego czasem też można znaleźć w tramwaju. Jest zawsze bardzo wesoły i chyba lekko podpity, chociaż na samym dworcu alkoholu nigdzie się nie kupi. Ani w Biedronce, ani w żadnym przybocznym kiosku- nie ma nigdzie. Najbliższy sklep z odpowiednim zaopatrzeniem znajduje się przystanek dalej. Ale może to nawet dobrze- bo śpiewa tylko jeden pan, a nie cały chór. Ale ostatnia sprawa, której areną był dworzec poznań główny nie jest już tak wesoła. Bo panowie maszyniści byli tak bardzo zajęci prowadzeniem pociągów, że nie obchodziło ich, że do otwartego już pociągu zaczęli wchodzić ludzie i ruszyli narażając wchodzących pasażerów na całkiem poważne niebezpieczeństwo.